Moja historia

 

Moi drodzy,

tak jak wspominałem już w zakładce „O mnie”, ładnych kilka lat temu udało mi się odmienić swoje życie – schudłem 58 kg, co wbrew pozorom- bardzo mocno odbiło się na moim zdrowiu. Artykuł, który prawie
w całości przytaczam poniżej ukazał się kilka lat wstecz w gazecie FoodForum.


Moja otyłość wzięła się głównie i jak to często bywa z przejadania. W dzieciństwie kochałem wszystkie słodkie produkty – bułeczki maślane, dżemy, naleśniki, pierogi z owocami, zupy owocowe, a także serki śmietankowe, jogurty owocowe, sery żółte, parówki… Po powrocie do domu, zjedzeniu obiadu, odrobieniu lekcji siadałem przed telewizorem ze szklanką słodkiego kakao i paczką pierniczków alpejskich.  Posiłki zapijałem słodzonymi napojami, a moim ulubionym, popołudniowym towarzyszem była czekolada lub chipsy – jak sami widzicie nie mogło być dobrze. Na zdjęciach tego aż tak nie widać, ale uwierzcie mi na słowo, że każdą częścią moich ubrań wylewałem się jak Warta po roztopach.


Z przerażeniem patrzę wstecz, oraz na dzisiejszą młodzież, która spędza swoje życie na siedzeniu w domu, grając w gry komputerowe czy oglądając telewizję.  Musimy pamiętać, że nawyki, które kształtują się
w okresie dzieciństwa i dorastania bardzo ciężko jest zmienić – a dzieci odżywiają się wręcz tragicznie
. Najczęstszym sposobem na „święty spokój” dla rodzica jest usadzenie dziecka przed telewizorem czy grą komputerową, wręczając najlepszą nagrodę/prezent w postaci „czegoś do przekąszenia”.


Kilkukrotnie zabierałem się za próby zrzucenia nadmiernych kilogramów – niestety bezskutecznie.  Po długim poszukiwaniu zdiagnozowano u mnie nadwrażliwość, co jeszcze bardziej zniechęciło mnie do zrzucenia nadmiernych kilogramów. Musiałem nauczyć się jedzenia na nowo, produkty bezglutenowe były dla mnie niejadalne przez co ponownie zarzuciłem próbę powrotu do właściwej wagi. Zawsze byłem największym i najcięższym człowiekiem w klasie i szkole. Przyzwyczaiłem się do bycia grubym i wcale mi to nie przeszkadzało.

W 2 klasie liceum trwały przygotowania do matury, potrzebowałem odskoczni od nauki, waga pokazała 133kg… postanowiłem zmienić coś w swoim życiu – i poszedłem z koleżanką na siłownię. Można powiedzieć, że tym razem wciągnęło mnie od pierwszego wejścia.  Na początku chodziłem trzy razy
w tygodniu, jadłem trochę mniej, jednak w dalszym ciągu pozwalałem sobie na wiele. Masa mojego ciała stopniowo zaczęła spadać, a ja na siłowni zacząłem się pojawiać o jeden raz częściej. Z dzisiejszego punktu widzenia mój trening był zdecydowanie źle zaplanowany – najpierw 40-50 minut cardio a po nim trening na ciężarach przez 1.5h co w sposób wyniszczający działało na moje mięśnie. Posiłek potreningowy – kolacja
w domu, często warzywa, parówki i ketchup – również pozostawia wiele do życzenia.

Z biegiem czasu zacząłem coraz bardziej wnikliwie czytać etykiety na produktach, zdobywać informacje na temat prawidłowego żywienia, treningu i odchudzania. Rozszerzyłem swoją wiedzę w zakresie diety bezglutenowej, której musiałem przestrzegać i znalazłem produkty smakowo zbliżone do normalnych.  W pierwszej kolejności prawie zupełnie odstawiłem węglowodany – jedyne jakie spożywałem to te z warzyw, produktów mlecznych, owoców (najczęściej truskawek) i bardzo sporadycznie chleba bezglutenowego. Spożywałem 6 posiłków dziennie, jeden stanowił jogurt z owocami
a reszta to chude mięso i warzywa – wszystkie skrupulatnie ważone na wadze elektronicznej. 

Swoją drogą – czy czytaliście kiedyś skład gotowego pieczywa bezglutenowego
z „dmuchanych”opakowań? D-R-A-M-A-T – i jeszcze smakuje jak gąbka!

Na początku wymagało to ode mnie wielu wyrzeczeń, jednak po stosunkowo krótkim czasie przyzwyczaiłem się do nowej „diety”, co ciekawe nie byłem nawet jakoś specjalnie głodny. Drugie z kolei odrzuciłem tłuszcze – również te zdrowe. Dosłownie znikałem w oczach, zacząłem biegać, prawie codziennie – sport, jedzenie
i odchudzanie stały się moją obsesją. Nie jadłem słodyczy nawet na imprezach rodzinnych, nie piłem alkoholu, narzuciłem sobie ogromny reżim i z uporem osła dążyłem do celu. Nie korzystałem z pomocy trenerów, dietetyków – dzięki mojemu samozaparciu postanowiłem poradzić sobie samemu i nauczyć się wszystkiego od podstaw, dzisiaj wiem, jak wiele błędów popełniłem podczas mojego odchudzania, a także to, że dziś zaplanowałbym to trochę inaczej.

Od studniówki do matury dwukrotnie zmuszony byłem zmienić garnitur oraz większą zawartość mojej szafy. Nie widziałem tego, że chudnę, chciałem więcej i więcej, walczyłem o każdy kilogram.. Myśląc o tym dziś sądzę, że wręcz otarłem się o anoreksje. Nie da się ukryć, że na dłuższą metę tak się nie dało żyć.

 Na początku poza bólem głowy czułem się bardzo dobrze, jednak patrząc wstecz z dochodziły do tego kolejne aspekty tj. szybkie męczenie się czy senność. Największe zmagania podczas odchudzania zachodzą w naszej głowie, codziennie staczamy walkę z samym sobą i swoimi słabościami.

Musimy pamiętać, że najpewniejszy i najtrwalszy efekt osiągniemy podchodząc do zrzucania kilogramów rozsądnie, nie popadając ze skrajności w skrajność – co jest zgubne dla nas i naszego metabolizmu. Niezwykle istotna jest też pomoc ludzi z zewnątrz, wspieranie przez najbliższe osoby, które w kryzysowych chwilach okażą nam wsparcie.

Gdy osiągniemy już upragniony cel, a waga pokaże wymarzoną liczbę, przychodzi pytanie – co dalej? Musimy wiedzieć, w którym miejscu przestać, zastanowić się, czy faktycznie kolejna redukcja jest nam potrzebna – ja z obsesji obudziłem się dopiero widząc zdjęcie wykonane przez moją mamę. Wyglądałem po prostu źle, zapadnięte oczy, policzki, sterczące obojczyki, ręce i nogi jak patyki – waga pokazała 77kg przy wzroście 194cm i sporym ubytku masy mięśniowej.

Mógłbym powiedzieć, łał, schudłem 58kg! Byłem zadowolony, osiągnąłem swój cel, jednak znacznie pogorszyło mi się widzenie po zmroku, miałem braki bardzo wielu witamin i składników mineralnych, problemy z jelitami – mój organizm był najzwyczajniej wyjałowiony. Pozbyłem się mojej nadwagi zdecydowanie za szybko, jednak zadając sobie szczere pytanie – czy było warto? – odpowiedź jest tylko jedna – oczywiście, że było!

Stan zdrowia zobowiązał mnie do zrobienia prawie 4 miesięcznej przerwy od sportu, powoli zacząłem wracać do jedzenia normalnych rzeczy, czyli pełnoziarnistego chleba (gryczanego), owoców a czasami nawet słodyczy, a mój organizm wracał do normalnego funkcjonowania. Przy masie ciała 84kg wróciłem do ćwiczeń, znowu 

samodzielnie. Osiągnąłem masę 90kg, jednak nadal nie byłem usatysfakcjonowany ze swojego wyglądu. Mimo początkowych obaw udałem się do trenera, dzięki któremu zacząłem wychodzić na prostą, budować masę mięśniową –  to właśnie on pokazał mi właściwą drogę i to, że nie należy się bać jedzenia.  Do dziś jestem Ci Krzysiu serdecznie wdzięczny! 🙂

Niezwykle ważnym aspektem odchudzania są kalorie – początkowa wyrocznia dla wszystkich nowicjuszy. Nikt ich nigdy nie widział, jednak wszystkie początkujące osoby traktują je jako wyznacznik – być albo nie być ich diety. Sam zaczynałem dokładnie w ten sam sposób, jednak proszę spójrzcie na to w sposób czysto zdrowotny. Zastanówcie się w jaki sposób wpłynie na Wasz organizm 350kcal z hamburgera w porównaniu do pełnowartościowego, zdrowego posiłku albo np. sałatki owocowej z masłem orzechowym. Energetyczność taka sama lub zbliżona, ale rozkład makro i mikro składników, a także chemicznych dodatków zupełnie różny. Opieranie diety na kaloriach jest wygodne i bardzo łatwe do opanowania dla osób będących na początku swojej przygody z odchudzaniem, jednak wyznaczając długofalowe cele, może być dla nas zgubne.

Od mojego sukcesu minęło kilka lat, jednak cały czas systematycznie pracuję nad sobą, odbywam liczne szkolenia, uczestniczę w seminariach, warsztatach kulinarnych i staram się być coraz lepszym w tym, czym się zajmuje. Zauważyłem, że problemy z którymi się zmagałem nie są pojedynczym przypadkiem. Moi klienci często mają kłopot z właściwym podejściem do odżywiania, podzielenia produktów na te, które powinni spożywać i te, które powinni ograniczyć, popadają także ze skrajności w skrajność – od obżerania się do niejedzenia niczego, co jak już wcześniej wspominałem ma katastrofalny wpływ na metabolizm. Ludzie nie rozumieją, że nadwaga, nad którą najczęściej pracowali przez lata nie może zniknąć na pstryknięcie palcem bez większego wkładu z ich strony. Każdy z nas jest inny, nie istnieje panaceum na wszystko, do każdego należy podejść w sposób indywidualny i znaleźć złoty środek po to, żeby w sposób prawidłowy ubywało mu kilogramów – przy zachowaniu pełni zdrowia fizycznego i psychicznego, które są najważniejsze.

Moim klientom pokazuję również jak zabrać się za siebie i wyznaczone cele tak, aby nie odbijało się to na naszym zdrowiu i jakości życia. Zdecydowanym priorytetem dla mnie jest propagowanie nie tylko zdrowego odżywiania, ale także szeroko pojętej edukacji żywieniowej. Dążę do tego, aby każdy z moich podopiecznych z czasem potrafił samodzielnie skomponować pełnowartościowe posiłki, które nie będą mu szkodziły, a nie tylko bez zastanowienia, kurczowo trzymał się wytyczonego jadłospisu jedząc to samo. Bardzo ważna jest również umiejętność prawidłowego wyboru produktu w sklepie, czy dania w restauracji.

Zdrowe odżywianie i sport stały się moim sposobem na życie. Całe doświadczenie i wiedzę,
którą zdobyłem podczas odchudzania,  studiów, licznych kursów, seminariów i szkoleń przekazuję innym,
a największą satysfakcją jest dla mnie osiąganie coraz to nowych celów właśnie przez Was.


Pamiętajcie, wystarczy ZACZĄĆ i drobnymi kroczkami zmieniać swoje życie na lepsze.

 

Jan Ogrodowski 
Na Kulinarnym Szlaku & Wielkopolskie Centrum Promocji Zdrowia Sp. z o. o.