#1 Apulia i jej perełki – Alberobello i Locorotondo

 

Od wielu lat jestem ogromnym miłośnikiem włoskich klimatów, stąd na nasz następny cel padła Apulia  – region znajdujący się na samym południu Włoch (w tzw. obcasie buta), rozciągający się od półwyspu Gargano na północy, aż do morza Jońskiego na południu. Mimo lotu w marcu przywitała nas piękna pogoda i 24 stopnie – czego chcieć więcej? 🙂

To co mogę Wam polecić już na wstępie to wypożyczenie samochodu – oczywiście możecie jeździć pociągami i autobusami, które działają tutaj bardzo sprawnie, jednak stracicie sporo czasu i wspaniałych widoków. Jednym z nich są gaje oliwne, chociaż uwierzcie mi, że przypominają one lasy oliwne – miejscami rozciągają się po horyzont i dosłownie końca nie widać. – właśnie w tym regionie produkuje się najwięcej oliwy w kraju!  W żadnej części Włoch nie jadłem lepszych oliwek i oliwy – powiem szczerze, że jak dla mnie są wyjątkowe. 

Drugim nieodłącznym elementem krajobrazu i kolejnym “NAJ” są winnice – w tym regionie produkuje się najwięcej wina w całym kraju! Najpopularniejsze odmiany należą jednocześnie do moich ulubionych – koniecznie spróbujcie Primitivo, Negroamaro czy Nero di Troia przywiezionego ponad 2000 lat temu przez Greków z Troi. Mówi się, że wino smakuje najlepiej w miejscu z którego pochodzi – nie można się z tym nie zgodzić. Nie sposób pominąć również jedzenia –  warto odejść od włoskiej klasyki i spróbować lokalnych specjałów, o których opowiem przy okazji relacji z odwiedzonych przez nas miejscowości: )

Przemierzając tę część włoskiego buta napotkacie również opuszczone, popadające w ruinę domy, ogromne gospodarstwa, a nawet całą miejscowość… Niestety nie wszystkie powody tego smutnego widoku są mi znane, jednymi z nich z pewnością będą trzęsienia i osuwiska ziemi.

Jedną z rzeczy, która bardzo podoba mi się we Włoszech jest podejście do starszych osób – bez względu na wiek, cały czas funkcjonują one w codziennym życiu miast i wsi. Niejednokrotnie na porannej kawie lub wieczornym spacerze spotkacie rozbawionych, tańczących, śpiewających lub po prostu uśmiechniętych “staruszków”- to po prostu piękne, niestety w Polsce prawie niespotykane…

Reasumując – Apulia jest dość biednym, jednak niezwykle fotogenicznym i przyjaznym regionem, który nie został jeszcze do końca odkryty przez turystów – w wielu miasteczkach czas wręcz przestaje istnieć i aż chce się w nich zgubić 🙂 Zdecydowanie warto tutaj przyjechać, z pewnością nie będziecie się nudzić! 

W pierwszej kolejności przedstawię Wam jedną z wizytówek tego regionu – przepiękne Alberobello.

 

 Alberobello

 

 

Miejscowość została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a jego wizytówką są magiczne Trulli – białe domki o stożkowym kształcie, które zdobią nie tylko to przepiękne miejsce, ale również całą okolicę. Co ciekawe budowano je z wapiennych łupków, bez użycia zaprawy murarskiej. Pozwalało to ominąć kwestie podatkowe – w tamtych czasach podatki nakładano tylko na nowowybudowane, solidne i ukończone domy.

 

 

Samo miasteczko jest czarujące, widok tylu malutkich Trulli zgromadzonych w jednym miejscu robi  niesamowite wrażenie – zupełnie jakbyśmy przenieśli się do innego, zmniejszonego świata. Wszechobecny biały kolor pięknie kontrastuje z kolorowymi kwiatami i błękitnym niebem. Spacerując po krętych uliczkach napotkacie sklepy z lokalnym rzemiosłem, oliwą i innymi przysmakami, a także dość liczne restauracje, kawiarnie i enoteki w których można spróbować tutejszych odmian win. Warto również skorzystać z możliwości wejścia do niektórych domków i zobaczyć je od środka oraz odwiedzić  punkty widokowe (jest ich kilka) – zrobicie z nich fajną, panoramiczną pamiątkę 🙂

Pierwszego razu w Alberobello spędziliśmy ok. 2 godzin, co w zupełności wystarczyło na spokojne powłóczenie się po okolicy i poczucie niepowtarzalnego klimatu tego miejsca. Jeżeli chcecie spędzić w tej miejscowości więcej czasu warto pomyśleć o zrobieniu z niego bazy wypadowej – niektóre Trulli są do wynajęcia, nie jest to tanie, jednak z pewnością zapamiętacie taką noc na bardzo długo 🙂 

 

 

Z racji, że Alberobello odwiedziliśmy jako pierwsze nie mogłem się również oprzeć moim ulubionym, sycylisjkim Cannoli i włoskiemu espresso 🙂

 

 

Spróbowaliśmy również wytwarzanego tylko w tym okresie, tradycyjnego Zeppole di San Giuseppe – ciastka przypominającego smakiem naszego pączka z kremową górą zwieńczoną pistacjowym kleksem. Ten pochodzący z Kampanii deser jest przygotowywany z okazji Dnia Ojca (19 marca) na terenie całych Włoch 🙂  

Mówiąc o jedzeniu nie sposób pominąć jednego dość smutnego dla przyjeżdżających elementu – Sjesty. We Włoszech, a w szczególności na południu ciężko zjeść coś na ciepło (i wytrawnie) w godzinach popołudniowo/wieczornych. Restauracje, bary, a nawet spora część sklepów jest zamknięta od godziny 15 często aż do 20 – naprawdę trzeba o tym pamiętać 😉 

 

 

 

Locorotondo – miasto wisielców?

 

Locorotondo to małe, malowniczo położone miasteczko, które znajduje się na wzgórzu, niecałe 9km od Alberobello zdecydowanie zasłużenie trafiło na listę najpiękniejszych wiosek/małych miejscowości we Włoszech – Borghi più belli d’Italia. Pełno tutaj śnieżnobiałych, pustych uliczek, które prowadzą na coraz ciekawsze skwerki i podwórka. Pełne uroku Locorotondo wygląda jak autentyczne, Włoskie miasteczko, które nie zostało jeszcze zdominowane przez turystów – można tu bez końca spacerować w towarzystwie zapachu świeżego prania i pysznego jedzenia. Dodatkową atrakcją jest taras widokowy zlokalizowany na górze miasteczka, tuż obok głównej ulicy –  stamtąd zobaczycie całą okolicę, liczne drzewa oliwne, a także kilka Trulli. 

Nasz przyjazd do tego miejsca był bardzo nietuzinkowym przeżyciem. Pierwszą rzeczą, która rzuciła nam się w oczy był zwisający nad główną drogą wisielec wielkości normalnego człowieka… Praktycznie w każdej bocznej uliczce można było dostrzec powieszone kukły, a dosłownie chwilę później naszym oczom ukazał się karawan w towarzystwie sporej procesji pogrzebowej z orkiestrą na czele. Szczerze mówiąc nigdy się nie spodziewałem, że w jednym miejscu w środku dnia można spotkać taką kompilację 🙂

 

 

Okazało się, że wiszące kukły nazywają się Quarantana (Quaranta to po włosku czterdzieści) i spotkacie je tylko w okresie Wielkiego Postu, który trwa właśnie 40 dni. Popularna tradycja uważa je za żony Karnawału, zmarłego w tzw. Tłusty Wtorek (Martedì Grasso) – dzień podobny do polskiego Tłustego Czwartku – czas wielkiego jedzenia i zabawy. Zadaniem kukieł jest przypominanie ludziom o obowiązującej w tym okresie abstynencji i wstrzemięźliwości.  Zakończenie tej atrakcji następuje w Wielką Sobotę – wtedy to wiszące Quarantana zostają podpalone i znów rozpoczyna się okres radości 🙂 

 

 

Blog kulinarny - podróżniczy Na Kulinarnym Szlaku

Powiązane posty

#2 Apulia. Matera i Altamura – spór o najlepszy chleb we Włoszech!

#2 Apulia. Matera i Altamura – spór o najlepszy chleb we Włoszech!

Czy wiecie skąd wziął się zacięty spór między Materą a Altamurą? Z wizytą w średniowiecznej piekarni – Forno Antico S. Chiara, która swoją działalność rozpoczęła już w 1423 roku!

#3 Apulia i jej niesamowite wybrzeże

#3 Apulia i jej niesamowite wybrzeże

Korzystając z pięknej, marcowej pogody postanowiliśmy wybrać się na południowe wybrzeże Apulli i dotrzeć, aż do najbardziej wysuniętego na południe punktu Włoch – latarni morskiej Punta Palascia na Capo d’Otranto.



1 wspomnienie o “#1 Apulia i jej perełki – Alberobello i Locorotondo”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *